Słodka herbata bez cukru?
Czy można napić się słodkiej herbaty nie dodając zwykłego cukru? Takie pytanie zadają sobie zwolennicy słodkich napojów, dbających jednocześnie o linię lub próbujący zrzucać nadmiar kilogramów. Oczywiście są słodziki, bardziej lub mniej naturalne, ale są też owoce. Niektóre z nich, poza tym że są zdrowe, potrafią nadać dość intensywnej słodyczy. Do nich zaliczyć trzeba owoce morwy białej.
Ostatnio dużo się słyszy o niej, głównie ze względu na odchudzające (podobno) właściwości. Trzeba jednak pamiętać, że dotyczy to głównie liści morwy białej. Owoce być może mają w małym procencie podobne działanie, ale mnie zainteresowały bardziej z powodu samego smaku. Bywa, że sama mam ochotę na nieco słodszy napój, zwłaszcza teraz, przy jesiennej aurze.
Owoce suszonej morwy są bogate w dobrze przyswajalne cukry, witaminy i inne składniki odżywcze. Sok z owoców bywa stosowany w przypadku dolegliwości sercowo – naczyniowych oraz anemii. W kuchni też mają szerokie zastosowanie, ze świeżych można robić soki, konfitury, kompoty, nalewki, dodawać do wypieków, deserów. Do tego wszystkiego są mało kaloryczne! Garść suszonych owoców białej morwy (ok 30g) to zaledwie 102 kcal. (info: ilewazy.pl)
Mówiąc krótko, bardzo zdrowa, nie tucząca i zarazem słodka przekąska. Nadaje się jako samodzielny dodatek do herbacianych listków, można również mieszać z innymi składnikami, nawet ziołami.
Poniżej zielona herbata z dodatkiem czterech owoców suszonej morwy białej.
Jednak Chińczycy wiedzieli co dobre. Uprawiali ją już w czasach starożytnych, początkowo głównie w związku z hodowlą jedwabnika morwowego. Liście morwy to pokarm dla gąsienic jedwabników.
Jest nawet na ten temat pewna legenda, którą poznałam dopiero teraz, interesując się morwą.
„Cesarz chiński, Ho ang ti miał wiele żon i nałożnic, które jednak śmiertelnie go nudziły. Wciąż dostarczano mu nowe, on jednak nawet już ich nie chciał oglądać. Aż pewnego razu, podczas podróży ujrzał dziewczynę, która poruszyła jego serce. Zakochał się bez pamięci… Zabrał ją ze sobą, nie bacząc, że została przyrzeczona innemu. Pochodząca z ubogiej rolniczej rodziny Si ling szi wcale nie była zachwycona nagłą odmianą losu.
Tęskniła za rodziną, otaczający ją przepych przerażał raczej niż olśniewał, bała się zazdrosnych kobiet na dworze. Nigdy się nie uśmiechała i z bogatych komnat uciekała wciąż do pałacowych ogrodów. Upodobała sobie zakątek w cieniu jedynego w owej okolicy drzewa morwowego i tam oddawała się swojej tęsknocie za dawną wolnością. Pewnego razu dostrzegła na ulubionym drzewie złociste kulki. Gdy podeszła bliżej, stwierdziła, że są to zwitki cienkich niby pajęczyna nici. A że nim została porwana, zajmowała się tkactwem, wyobraziła sobie natychmiast, jak delikatna tkanina mogłaby z nich powstać. Poprosiła cesarza, by pozwolił jej taką materię stworzyć, ten zaś, zachwycony, że smutna małżonka w ogóle czegoś chce od niego, natychmiast się zgodził. Nakazał swym ludziom poszukać więcej takich drzew, by cesarzowej nie zabrakło nici. Niebawem powstał połyskliwy, leciutki i zwiewny szal, który tak zachwycił Si ling szi, że po raz pierwszy od miesięcy uśmiech zagościł na jej twarzy. W ogrodach cesarskich zasadzono mnóstwo morw, by nigdy nie zabrakło jej nici do zabawy, zaś jedwabnika, motyla, który je stworzył, otoczono czułą opieką – za skrzywdzenie go groziła odtąd kara śmierci. W ten sposób wedle chińskiej legendy 46 wieków temu ruszyła produkcja jedwabiu…”
źródło: naturaity.pl
I tak, dzięki produkcji jedwabiu, dzisiaj możemy się cieszyć nie tylko jego przyjemnym dotykiem, ale i bardzo smacznymi, zdrowymi owocami.
Ostatnio dużo się słyszy o niej, głównie ze względu na odchudzające (podobno) właściwości. Trzeba jednak pamiętać, że dotyczy to głównie liści morwy białej. Owoce być może mają w małym procencie podobne działanie, ale mnie zainteresowały bardziej z powodu samego smaku. Bywa, że sama mam ochotę na nieco słodszy napój, zwłaszcza teraz, przy jesiennej aurze.
Owoce suszonej morwy są bogate w dobrze przyswajalne cukry, witaminy i inne składniki odżywcze. Sok z owoców bywa stosowany w przypadku dolegliwości sercowo – naczyniowych oraz anemii. W kuchni też mają szerokie zastosowanie, ze świeżych można robić soki, konfitury, kompoty, nalewki, dodawać do wypieków, deserów. Do tego wszystkiego są mało kaloryczne! Garść suszonych owoców białej morwy (ok 30g) to zaledwie 102 kcal. (info: ilewazy.pl)
Mówiąc krótko, bardzo zdrowa, nie tucząca i zarazem słodka przekąska. Nadaje się jako samodzielny dodatek do herbacianych listków, można również mieszać z innymi składnikami, nawet ziołami.
Poniżej zielona herbata z dodatkiem czterech owoców suszonej morwy białej.
Jednak Chińczycy wiedzieli co dobre. Uprawiali ją już w czasach starożytnych, początkowo głównie w związku z hodowlą jedwabnika morwowego. Liście morwy to pokarm dla gąsienic jedwabników.
Jest nawet na ten temat pewna legenda, którą poznałam dopiero teraz, interesując się morwą.
„Cesarz chiński, Ho ang ti miał wiele żon i nałożnic, które jednak śmiertelnie go nudziły. Wciąż dostarczano mu nowe, on jednak nawet już ich nie chciał oglądać. Aż pewnego razu, podczas podróży ujrzał dziewczynę, która poruszyła jego serce. Zakochał się bez pamięci… Zabrał ją ze sobą, nie bacząc, że została przyrzeczona innemu. Pochodząca z ubogiej rolniczej rodziny Si ling szi wcale nie była zachwycona nagłą odmianą losu.
Tęskniła za rodziną, otaczający ją przepych przerażał raczej niż olśniewał, bała się zazdrosnych kobiet na dworze. Nigdy się nie uśmiechała i z bogatych komnat uciekała wciąż do pałacowych ogrodów. Upodobała sobie zakątek w cieniu jedynego w owej okolicy drzewa morwowego i tam oddawała się swojej tęsknocie za dawną wolnością. Pewnego razu dostrzegła na ulubionym drzewie złociste kulki. Gdy podeszła bliżej, stwierdziła, że są to zwitki cienkich niby pajęczyna nici. A że nim została porwana, zajmowała się tkactwem, wyobraziła sobie natychmiast, jak delikatna tkanina mogłaby z nich powstać. Poprosiła cesarza, by pozwolił jej taką materię stworzyć, ten zaś, zachwycony, że smutna małżonka w ogóle czegoś chce od niego, natychmiast się zgodził. Nakazał swym ludziom poszukać więcej takich drzew, by cesarzowej nie zabrakło nici. Niebawem powstał połyskliwy, leciutki i zwiewny szal, który tak zachwycił Si ling szi, że po raz pierwszy od miesięcy uśmiech zagościł na jej twarzy. W ogrodach cesarskich zasadzono mnóstwo morw, by nigdy nie zabrakło jej nici do zabawy, zaś jedwabnika, motyla, który je stworzył, otoczono czułą opieką – za skrzywdzenie go groziła odtąd kara śmierci. W ten sposób wedle chińskiej legendy 46 wieków temu ruszyła produkcja jedwabiu…”
źródło: naturaity.pl
I tak, dzięki produkcji jedwabiu, dzisiaj możemy się cieszyć nie tylko jego przyjemnym dotykiem, ale i bardzo smacznymi, zdrowymi owocami.


